Dobrze jest mieć czasem
przyjaciół rozsianych po różnych miastach Polski. Dzięki nim, nie musimy
martwić się o nocleg, możemy spędzić wspólnie czas (którego mamy zdecydowanie
za mało) a przy okazji poznać różne zakątki Polski.
W Toruniu byłam już po raz trzeci.
Jednak po raz pierwszy, gdy temperatura sięgała sporo powyżej zera. Po raz
pierwszy latem. Dlatego też, od tego wyjazdu oczekiwałam wiele. Niestety,
zawiodła pogoda. W planach mieliśmy grilla, posiadówki w parku i piękne zdjęcia
podczas słonecznej pogody.
Przyjechałyśmy we środę, padało.
Wieczór spędziliśmy w browarze Jana Olbrachta, który słynie z piwa
piernikowego i innych ciekawych smaków. Piernikowe piłam już w zimę, tym razem
zdecydowałam się na Śmietankę Toruńską- piwo pszeniczne z nutą bananowo-goździkową.
Edyta wzięła zestaw degustacyjny- cztery
kufle w czterech smakach o pojemności 125 ml. Najbardziej smakowało jej piwo
piernikowe i Olbracht Pils, moje chyba nikomu nie przypadło do gustu J Dla mnie było smaczne.
Później poszliśmy do Krainy Piwa, gdzie
z powodu mnogości smaków, podjęcie decyzji było trudne. Zdecydowałam się na pewny wybór w niezłej
cenie, to co piję często w Warszawie, Wiśnię w Piwie. Pychota. W ruch
poszła jeszcze Fortuna Wiśniowa (wybór Su), piwo o smaku cappuccino wybrała
Edyta i była nim (jako wielbicielka kawy) absolutnie zachwycona. Chłopcy
oczywiście coś nudnego, natomiast Ewa postawiła na Śliwkę w Piwie, co również
okazało się trafnym wyborem. Wiem, dywagacje na temat piwa są niezwykle
ciekawe, przejdę jednak do dalszej części dnia pierwszegoJ. Skończyła się ona
domówką a wcześniej konsumpcją pysznej zapiekanki za 3,50 ze sklepu
spożywczego.
Moja przyjaciółka (Edyta) u
której się zatrzymałam akurat była w trakcie przeprowadzki, więc także na to
musieliśmy poświęcić czas. Około południa wybraliśmy się do Żywego Muzeum
Piernika, pod pseudonimem „Spice Boys”, chociaż w naszej grupie przeważały
girls. Muszę przyznać, że byłam pod dużym wrażeniem muzeum, które właściwie za
bardzo muzeum nie przypominało. Było to coś na kształt warsztatów, na które
załapaliśmy się z głównie z przedszkolakami. Prowadzący, przebrani w stroje z
epoki najpierw opowiedzieli o historii piernika. Potem z gotowego już ciasta,
robiliśmy ciastka, które mogliśmy po upieczeniu zabrać ze sobą. Jako łakomczuch,
toczyłam w sobie wewnętrzną walkę, czy zjeść tę pamiątkę czy nie. Po tym jak
Michał poinformował mnie, że smak mają nie za tęgi, zrezygnowałam z tej
przyjemności. Piernik leży na półce w Leśnym Domu.
Potem część ekipy nas zostawiła,
żeby zająć się przeprowadzką. Wraz z Ewą i Sylwią udałyśmy się na spacer po
pięknej i rozległej Starówce Torunia. Niech zamiast słów mówią zdjęcia.
Wieczór spędziliśmy w domu,
grając w Fireballa, pierwszy raz tak bardzo podobała mi się gra w karty :)
Następnego dnia- w piątek,
czekała nas długa podróż do domu, pomimo tego spać poszliśmy znowu późno.
Pierwszy wakacyjny wyjazd minął
mi niezwykle szybko ale i bardzo udanie, mimo, ze pogoda nie była rewelacyjna.
Bardzo lubię Toruń, latem zaczarował mnie jeszcze bardziej.
Dzięki za zapewnienie noclegu
Edycie i Asi, reszcie za miło spędzony czas.
 |
| Zestaw degustacyjny Edyty. |
 |
| Smakujemy zacne trunki. |
 |
| Wnętrza lokalu. |
 |
| Teraz zapraszam do Muzeum :) |
 |
| Stanowisko pracy po pracy. |
 |
| Hubert w akcji. |
 |
| Michał wysypuje mąkę. |
 |
| Foremka... |
 |
| ...odciśnięta w cieście. |
 |
| Składniki piernika: goździki |
 |
| Miód |
 |
| Gałka muszkatołowa |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz