piątek, 12 lipca 2013

Czerwcowy Toruń.

Dobrze jest mieć czasem przyjaciół rozsianych po różnych miastach Polski. Dzięki nim, nie musimy martwić się o nocleg, możemy spędzić wspólnie czas (którego mamy zdecydowanie za mało) a przy okazji poznać różne zakątki Polski.

W Toruniu byłam już po raz trzeci. Jednak po raz pierwszy, gdy temperatura sięgała sporo powyżej zera. Po raz pierwszy latem. Dlatego też, od tego wyjazdu oczekiwałam wiele. Niestety, zawiodła pogoda. W planach mieliśmy grilla, posiadówki w parku i piękne zdjęcia podczas słonecznej pogody.
Przyjechałyśmy we środę, padało. Wieczór spędziliśmy w browarze Jana Olbrachta, który słynie z piwa piernikowego i innych ciekawych smaków. Piernikowe piłam już w zimę, tym razem zdecydowałam się na Śmietankę Toruńską- piwo pszeniczne z nutą bananowo-goździkową. Edyta wzięła zestaw degustacyjny-  cztery kufle w czterech smakach o pojemności 125 ml. Najbardziej smakowało jej piwo piernikowe i Olbracht Pils, moje chyba nikomu nie przypadło do gustu J Dla mnie było smaczne.  Później poszliśmy do Krainy Piwa, gdzie z powodu mnogości smaków, podjęcie decyzji było trudne.  Zdecydowałam się na pewny wybór w niezłej cenie, to co piję często w Warszawie, Wiśnię w Piwie. Pychota. W ruch poszła jeszcze Fortuna Wiśniowa (wybór Su), piwo o smaku cappuccino wybrała Edyta i była nim (jako wielbicielka kawy) absolutnie zachwycona. Chłopcy oczywiście coś nudnego, natomiast Ewa postawiła na Śliwkę w Piwie, co również okazało się trafnym wyborem. Wiem, dywagacje na temat piwa są niezwykle ciekawe, przejdę jednak do dalszej części dnia pierwszegoJ. Skończyła się ona domówką a wcześniej konsumpcją pysznej zapiekanki za 3,50 ze sklepu spożywczego.
Moja przyjaciółka (Edyta) u której się zatrzymałam akurat była w trakcie przeprowadzki, więc także na to musieliśmy poświęcić czas. Około południa wybraliśmy się do Żywego Muzeum Piernika, pod pseudonimem „Spice Boys”, chociaż w naszej grupie przeważały girls. Muszę przyznać, że byłam pod dużym wrażeniem muzeum, które właściwie za bardzo muzeum nie przypominało. Było to coś na kształt warsztatów, na które załapaliśmy się z głównie z przedszkolakami. Prowadzący, przebrani w stroje z epoki najpierw opowiedzieli o historii piernika. Potem z gotowego już ciasta, robiliśmy ciastka, które mogliśmy po upieczeniu zabrać ze sobą. Jako łakomczuch, toczyłam w sobie wewnętrzną walkę, czy zjeść tę pamiątkę czy nie. Po tym jak Michał poinformował mnie, że smak mają nie za tęgi, zrezygnowałam z tej przyjemności. Piernik leży na półce w Leśnym Domu.
Potem część ekipy nas zostawiła, żeby zająć się przeprowadzką. Wraz z Ewą i Sylwią udałyśmy się na spacer po pięknej i rozległej Starówce Torunia. Niech zamiast słów mówią zdjęcia.
Wieczór spędziliśmy w domu, grając w Fireballa, pierwszy raz tak bardzo podobała mi się gra w karty :)
Następnego dnia- w piątek, czekała nas długa podróż do domu, pomimo tego spać poszliśmy znowu późno.
Pierwszy wakacyjny wyjazd minął mi niezwykle szybko ale i bardzo udanie, mimo, ze pogoda nie była rewelacyjna. Bardzo lubię Toruń, latem zaczarował mnie jeszcze bardziej.
Dzięki za zapewnienie noclegu Edycie i Asi, reszcie za miło spędzony czas.

Zestaw degustacyjny Edyty.

Smakujemy zacne trunki.

Wnętrza lokalu.



Teraz zapraszam do Muzeum :)

Stanowisko pracy po pracy.

Hubert w akcji.




Michał wysypuje mąkę.
Foremka...
...odciśnięta w cieście.


Składniki piernika: goździki

Miód

Gałka muszkatołowa






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz